6 lip 2026
Gry Komputerowe

Stop Killing Games: czy kupowanie gry to naprawdę posiadanie?

Europosłanka Markéta Gregorová krytykuje argumenty wydawców w debacie o Stop Killing Games. Czy gracze są rzeczywistymi właścicielami kupowanych gier?

Redakcja · 6 lipca 2026
Close-up of server racks in a data center highlighting modern technology infrastructure.
Fot. panumas nikhomkhai / Pexels · Pexels License

Gracze nie są rzeczywistymi właścicielami kupowanych gier na Steam, PlayStation Store czy Xbox Store — otrzymują jedynie licencję, którą wydawca może wycofać w dowolnym momencie. Problem ten stał się centralnym punktem debaty w Europarlamencie wokół inicjatywy Stop Killing Games, którą aktywnie wspiera czeska europosłanka Markéta Gregorová.

Gdzie kończy się własność, a zaczyna się licencja?

Markéta Gregorová, przewodnicząca Europejskiej Partii Piratów, zwróciła uwagę na fundamentalny absurd w argumentacji wydawców. Podczas przesłuchań publicznych w Komisji Europejskiej komisarz Abbamonte powtarzał stanowisko branży wydawniczej niemal słowo w słowo: że stałe podłączenie do sieci to po prostu techniczna konieczność, że jest to kwestia praw autorskich, i że prawa konsumentów muszą zostać usunięte w imię bezpieczeństwa.

Gregorová zwróciła się do komisarzy retorycznym pytaniem: “Jeśli Komisja naprawdę wierzy w te argumenty, to kupowanie nie jest posiadaniem, a piractwo nie jest kradzieżą. A jako piratka, z tego co ostatnio sprawdzałam, nie zgadzaliście się z tymi stwierdzeniami.” To stwierdzenie ujawnia logiczną sprzeczność w stanowisku wydawców — jeśli gracze nie posiadają faktycznie kupowanych gier, to czy pobieranie ich bez zgody wydawcy można rzeczywiście nazwać kradzieżą?

Co dokładnie chce osiągnąć Stop Killing Games?

Inicjatywa Stop Killing Games ma zupełnie inne cele niż sugeruje branża wydawnicza. Graczom zależy na trzech konkretnych rzeczach:

  1. Aktualizacje offline — po zakończeniu wsparcia dla gry, powinna ona otrzymać aktualizację pozwalającą na korzystanie z produktu bez potrzeby łączenia się z serwerami wydawcy
  2. Prawo do prywatnych serwerów — gracze powinni mieć możliwość uruchamiania własnych serwerów
  3. Gry jednoosobowe bez internetu — produkcje przeznaczone dla jednego gracza nie powinny wymagać w ogóle łączności z siecią

To nie jest apel o piractwo czy łamanie praw autorskich. To jest prośba o możliwość korzystania z produktu, który gracz kupił, nawet jeśli wydawca zdecyduje się wycofać wsparcie.

Przypadki, które pokazują skalę problemu

Historia dostarcza wielu przykładów, dlaczego inicjatywa jest potrzebna. Gra The Crew stała się całkowicie niedostępna po wycofaniu serwerów przez Ubisoftu. Anthem BioWare’u, pomimo że gracze wydali na nią pieniądze, stała się niefunkcjonalna. Battleborn Gearbox Software’u podzieliło ten los. Gracze, którzy “kupili” te gry, nie mogą ich uruchomić, niezależnie od tego, ile zapłacili.

Ubisoft planował również wycofać ze Steama Assassin’s Creed Liberation HD, co pokazuje, że nawet gry starsze i mniej sieciowe mogą zostać usunięte z dostępu.

Jak branża wypacza debatę?

Markéta Gregorová zwróciła uwagę na problem, który określiła jako “głuchy telefon” — branża wydawnicza, reprezentowana przez Video Games Europe i Ubisoftu, forsuje narrację, która całkowicie wypacza założenia Stop Killing Games. Ta wypaczona wiadomość trafia do członków Komisji Europejskiej, którzy następnie powtarzają błędne argumenty.

Wynik? Komisarze mówią o bezpieczeństwie i prawach autorskich, podczas gdy inicjatywa mówi o prawie do korzystania z produktu, który gracz kupił. To zupełnie inne zagadnienia, ale branża celowo je mieszają, aby zdezorientować decydentów.

Co to oznacza dla graczy?

Sytuacja inicjatywy Stop Killing Games wciąż jest niepewna. Zyskuje ona na popularności także wśród polityków, ale jednocześnie prowadzone są działania mające zablokować uchwalenie przepisów, które działałyby z korzyścią dla graczy. Debata w Europarlamencie pokazuje, że problem nie jest techniczny — jest polityczny. Chodzi o to, czy gracze będą mieć prawo do trwałego dostępu do produktów, za które zapłacili.

Gregorová reprezentuje Czechy w Parlamencie Europejskim od 2019 roku i jest członkinią Komisji Handlu Międzynarodowego oraz wiceprzewodniczącą delegacji ds. relacji z Chińską Republiką Ludową. Jej zaangażowanie w kwestię praw konsumentów w grach pokazuje, że temat zdobywa poparcie na poziomie europejskiej polityki.

Debata o tym, czy kupowanie jest posiadaniem, a piractwo jest kradzieżą, będzie trwać. Ale jedno jest pewne — gracze nie są właścicielami swoich gier, a branża wydawnicza robi wszystko, aby ten status quo pozostał niezmieniony.

Najczęstsze pytania

Czy kupując grę na Steam jestem jej właścicielem?

Nie. Kupując grę na Steam, PlayStation Store lub Xbox Store, otrzymujesz jedynie licencję na użytek, którą wydawca może wycofać w dowolnym momencie. Nie jesteś rzeczywistym właścicielem produktu, mimo że przycisk sugeruje słowo 'Kup'.

Co to jest inicjatywa Stop Killing Games?

Stop Killing Games to inicjatywa europejska domagająca się, aby gry otrzymywały aktualizacje umożliwiające grę bez połączenia z serwerami wydawcy po zakończeniu wsparcia oficjalnego, oraz prawo do uruchamiania prywatnych serwerów i gry offline.

Dlaczego gry takie jak The Crew stały się niedostępne?

Gry takie jak The Crew, Anthem czy Battleborn wymagały stałego połączenia z serwerami wydawcy. Kiedy wydawca wycofał wsparcie, gry stały się całkowicie niedostępne, nawet jeśli gracz je 'kupił'.

Kim jest Markéta Gregorová?

Markéta Gregorová to czeska europosłanka z ramienia Czeskiej Partii Piratów, reprezentująca Czechy od 2019 roku. Jest przewodniczącą Europejskiej Partii Piratów i aktywnie wspiera inicjatywę Stop Killing Games w Parlamencie Europejskim.

Jakie argumenty wydawcy forsują w Komisji Europejskiej?

Wydawcy argumentują, że stałe połączenie z siecią to techniczna konieczność, że to kwestia praw autorskich, i że prawa konsumentów muszą być ograniczone w imię bezpieczeństwa. Gregorová uważa te argumenty za wypaczone i świadczące o braku zrozumienia inicjatywy.

Na podstawie: GRYOnline.pl. Tekst opracowany redakcyjnie.